Polski Związek
Towarzystw Wioślarskich
Sponsor Generalny
Patronat Prezydenta RP
Partner medialny
Partner medialny
Polskie Radio Jedynka
Partner medialny
100 lat PZTW Facebook Twitter Instagram Youtube
100 lat PZTW

ful medal

Magdalena Fularczyk-Kozłowska nie żałuje decyzji o zakończeniu kariery. W rozmowie z Michałem Kołodziejczykiem w ostatnim wydaniu tygodnika "Plus Minus" mistrzyni olimpijska z Rio szczegółowo podsumowała swoją sportową drogę i podzieliła się refleksjami na temat wielu osobistych spraw.

Michał Kołodziejczyk: Pani kariera jest taka trochę na przekór?

Magdalena Fularczyk-Kozłowska: Nawet nie trochę. Mam 172 centymetry wzrostu, według wielu o przynajmniej osiem za mało, by w wioślarstwie odnosić sukcesy. Ale to nie ja byłam za mała. Zdobyłam złote medale na przekór niedowiarkom, jak ja to mówię – tym wszystkim małym ludkom, którzy skreślali mnie tylko ze względu na centymetry. Czuję olbrzymią satysfakcję, udowodniłam im, jak się mylili. Przetarłam drogę w wiosłach wielu kolejnym dziewczynom. Nieważne, że ktoś będzie ci mówił, że się nie nadajesz, ważne jest to, co czujesz sama.

Nie było chwil, kiedy chciała pani rzucić to wszystko i zrezygnować?

Oczywiście, że były. Raz nawet wysadzono mnie z łódki na pomost i powiedziano, że do niczego się nie nadaję. Bywało, że jak zdobywałam z kimś medal w dwójce, to słyszałam, że to zasługa tylko tej drugiej osoby, a ja byłam zaledwie tłem. Krytyka spadała na mnie nawet wtedy, gdy zostawałam mistrzynią świata. Nie wierzyłam w to, co słyszę, ale to były takie momenty, kiedy wszystkiego mi się odechciewało. Najmniej wierzyłam w siebie przed Rio, po paskudnej kontuzji, której doznałam trzy miesiące przed igrzyskami. Odpadnięcie z tej imprezy w taki sposób byłoby dla mnie upokarzające. Wolałabym dopłynąć jako ostatnia, niż przegrać swoje marzenia w taki sposób.

Dlaczego?

Bo zniszczyłabym cztery lata nie tylko swojej pracy, ale też pracy Natalii i trenera. Wszystkich ludzi, którzy na mnie stawiali, mojego męża, który musiał mnie znosić. To byłby zbyt błahy powód, by się poddać, wiedziałam, że bym sobie z tym nie poradziła. To nie byłaby zwykła porażka.

Wyglądało to bardzo poważnie, bo straciła pani czucie w nogach podczas treningu.

To był normalny przejazd treningowy na 1500 metrów, na maksa. Ścigaliśmy się z inną osadą, bo trener zawsze lubił rywalizację. Po kilometrze tak mnie coś zakłuło w plecach, że byłam w stanie tylko krzyknąć z bólu i zostać w pozycji, w której siedziałam. Natalia nie wiedziała, co się stało, bo siedziała za mną. Powiedziałam tylko, że to już koniec. Nie mogłam się wyprostować ani poruszyć nogami. Katastrofa. Kiedy wyciągnęli mnie z łódki, nie byłam w stanie pokonać choćby jednego schodka, spodziewałam się prawdziwego dramatu, widziałam bezsilność mojego męża, który nie wiedział, czy ma mnie podnieść, przytrzymać, czy łapać. To było straszne.

Jak się fachowo nazywa to, co panią spotkało?

Na miejscu miałam konsultację fizjoterapeuty i lekarza, ale dzwoniłam też do lekarzy, którzy prowadzili mnie poza kadrą. Na drugi dzień byłam już w Warszawie, zrobiono mi rezonans, USG i wiedzieliśmy, co mi jest. Przerażenie było ogromne, bo naprawdę czułam, że to już jest koniec. Miałam blokadę i przeciążenie stawu krzyżowego, poszły tak zwane spazmy, mięśnie mi się zaklinowały. Bardziej obrazowo – zrobił się taki obrzęk, że na plecach miałam bochenek chleba.

Wygrała pani z tym urazem siłą woli? Znowu trzeba było się sprawdzić z bólem?

Do tej kontuzji pleców przebyłyśmy okres przygotowawczy jak nigdy do tej pory. Wiedziałyśmy, że już wtedy jesteśmy w życiowej formie, którą do igrzysk trzeba tylko podtrzymać. Nasz wynik w Rio został wypracowany wcześniej, a paradoksalnie doszła świeżość. Komuś może się wydawać dziwne, że nie trenowałam przez osiem tygodni i pokazałam taką moc, ale wcześniej mój organizm był zwyczajnie tak wyeksploatowany, że należał mu się odpoczynek. Mąż powtarzał mi, że jak wypocznę, będę mocniejsza. Miał rację.

ful madFot. J. Kowacic

Jakie uczucie było w pani najsilniejsze, kiedy okazało się, że zdobyłyście złoty medal?

Pomyślałam: „w końcu".

Ulga?

Tak. Zejście ciśnienia. Nareszcie udało się, niczego nie brakowało, byłam zdrowa, przygotowana i wszystko zagrało tak, jak miało zagrać. Zrobiłam to, co chciałam. A wszyscy, którzy w to nie wierzyli, powinni sami sobie zinterpretować to, co osiągnęłam.

A jak interpretować to, iż nawet po złocie w Rio mówiła pani, że brakuje pani pewności siebie?

Nadal tak jest, bo to się nie wyklucza. Można spytać mojego męża, trenera, koleżanek – zawsze byłam czarnowidzem i myślałam, że się nie uda. Może to kolejny dowód kariery na przekór – nie tylko innym, ale także sobie. Być może było mi to niezbędne do odniesienia sukcesu. Chyba wolę, żeby coś mnie pozytywnie zaskoczyło, niż rozczarowało. Rozczarowania są zbyt bolesne.

Ten brak wiary w siebie przekłada się na życie prywatne?

O matko, oczywiście! Jestem skrajną pesymistką, nikt nie marudzi tak jak ja. Na przykład marzyliśmy o domu, a jak mieliśmy zacząć budowę, mówiłam, że nigdy nam się nie uda. Teraz wychodzi na to, że za dwa miesiące będziemy się przeprowadzać. Mój Michał mi powtarzał, że im więcej przed zawodami marudziłam, tym później miałam lepszy wynik.

Michał – także mistrz Polski w wioślarstwie – to najlepsze, co pani dał sport?

Wiosła dały mi męża, a z tego wszystkiego córkę. Z Michałem znamy się długo, zaczęłam chodzić na treningi w listopadzie, a już w czerwcu byliśmy parą. Za miesiąc będziemy obchodzić 18. rocznicę znajomości. Dużo razem przeszliśmy. Kiedy wyjeżdżałam do szkoły sportowej, mówił mi, że nie wiadomo, co z tego wyjdzie. A wyszło. To moja bratnia dusza, ale też potwierdzamy tę teorię o przeciwieństwach, które się przyciągają. Mój mąż jest opanowany, a ja jestem furiatką i raptusem.

>>> PRZECZYTAJ CAŁĄ ROZMOWĘ Z MAGDALENĄ FULARCZYK-KOZŁOWSKĄ <<<

Zobacz także

Skład reprezentacji Polski na Mistrzostwa Świata Seniorów w Linzu
17 sie 2019
W sobotę w Wałczu reprezentanci Polski odebrali nominacje na Mistrzostwa Świata Seniorów w Linzu. Wystartuje w nich 12 polskich osad wioślarskich i trzy parawioślarskie. Mistrzostwa świata będą nie tylko walką o medale, ale także o kwalif...

Międzynarodowe Regaty Mastersów na jeziorze Velence na Węgrzech
16 sie 2019
Od 11 do 15 września 2019 roku na jeziorze Valence na Węgrzech będą miały miejsce Międzynarodowe Regaty Mastersów, zwane inaczej regatami weteranów. W zawodach mogą wziąć udział zawodnicy, którzy ukończyli 27. rok życia. Liczy się wi...

Kulisy Pucharu Świata w Poznaniu 2019 [wideo]
14 sie 2019
Za nami cyklu Pucharu Świata 2019. W tym roku zagościł m.in. w Poznaniu, gdzie polscy kibice mogli dopingować swoich reprezentantów. Zobaczcie jak wyglądały te zawody od kuchni.  To był szósty Puchar Świata w Poznaniu (pierwszy rozegr...

 

Nadchodzące zawody
(kalendarz)

25.08-1.09Mistrzostwa Świata Seniorów
Linz (Austria)
4-7.09Akademickie Mistrzostwa Europy
Jonkoping (Szwecja)
7-8.09Młodzieżowe Mistrzostwa Europy
Ioannina (Grecja)

25.08-1.09
Mistrzostwa Świata Seniorów
Linz (Austria)
4-7.09
Akademickie Mistrzostwa Europy
Jonkoping (Szwecja)
7-8.09
Młodzieżowe Mistrzostwa Europy
Ioannina (Grecja)

Zobacz wszystkie zawody