Polski Związek
Towarzystw Wioślarskich
Sponsor Generalny
Partner
Partner medialny
Partner Techniczny
Filippi MarlinX
Partner Techniczny
100 lat PZTW Facebook Twitter Instagram Youtube
100 lat PZTW

SARASOTA GLOWNE

Po dłuższej przerwie wracamy z cyklem o polskich medalach na mistrzostwach świata. Cofamy się o niespełna cztery lata do Sarasoty, gdzie biało czerwoni zdobyli trzy srebrne medale i jeden brązowy.

>>>PRZECZYTAJ TEŻ O DWÓCH MEDALACH MŚ W AMSTERDAMIE (2014)<<<

Wicemistrzami świata zostali Mateusz Biskup i Mirosław Ziętarski z dwójki podwójnej, czwórka bez sterniczki w składzie: Olga Michałkiewicz, Joanna Dittmann, Monika Ciaciuch i Maria Wierzbowska oraz czwórka podwójna kobiet w składzie: Agnieszka Kobus, Marta Wieliczko, Maria Springwald i Katarzyna Zillmann. Z kolei brąz wywalczyła nasza osada parawioślarska w kategorii PR2Mix2x: Michał Gadowski i Jolanta Majka.

Mimo że mistrzostwa odbyły się stosunkowo późno (24 września - 1 października), to duża wilgotność powietrza na Florydzie dawały się we znaki. "Na początku było bardzo trudno, bo organizm nie był przyzwyczajony do takich warunków. Ale wyjazdy na imprezy mistrzowskie są świetnie zorganizowane, wylatujemy zawsze z odpowiednim wyprzedzeniem, żeby dostosować się do tych warunków" - wspomina Agnieszka Kobus-Zawojska.

"Ten upał był okrutny. Na szczęście jestem z tych, którzy uwielbiają ciepło. Nie obyło się bez perturbacji, nasz wylot był opóźniony przez huragan, a ja spodziewałem się wtedy narodzin pierwszego dziecka, więc było kilka ciekawych sytuacji" - dodaje Mateusz Biskup.

SARASOTA W4 fot. J. Kowacic

Szukanie najszybszego składu

Historię polskich medali w Sarasocie zaczynamy z perspektywy czwórki bez sterniczki. "Przez cały sezon były rotacje w osadzie i szukanie najszybszego składu. Wydawało się, że będzie to załoga z siostrami Wierzbowskimi, Moniką Ciaciuch i Joasią Dittmann. Ja i Monika Sobieszek czaiłyśmy się z boku, pływałyśmy na peruarze i byłyśmy zdeterminowane, żeby dobrze przygotować się do mistrzostw świata" - mówi Olga Michałkiewicz.

Plany pokrzyżowały się, ponieważ Anna Wierzbowska uległa wypadkowi podczas treningu na rowerze - zahaczył ją minibus i doznała poważnych obrażeń. "Na porannym treningu pojechaliśmy wszyscy na rowerach i niestety Ania Wierzbowska uległa wypadkowi. To była wielka tragedia Ani, ale trener musiał szybko podjąć decyzję. I już następnego dnia musiałam wsiąść z dziewczynami do łódki, bo czas uciekał" - wspomina ze smutkiem Michałkiewicz.

Do wylotu na mistrzostwa zostały niespełna trzy tygodnie, więc tego czasu było naprawdę niewiele. "Trzeba było dostosować się do dziewczyn, złapać ich technikę i rytm. Musiałam wkleić się w ten ruch i szukać prędkości. To było bardzo duże wyzwanie" - wspomina zawodniczka AZS AWF Gorzów Wielkopolski. "Trzeba sobie jasno powiedzieć, że nie było wiary w bardzo dobry wynik. Nie pływałyśmy bardzo szybko, to nie był fenomenalny poziom. Do USA poleciałyśmy po doświadczenie" - dodaje.

SARASOTA W2fot. J. Kowacic

Zaskoczyły nawet siebie

Po przylocie do Sarasoty w osadzie iskrzyło. "Przygotowania były trudne, sytuacja była napięta i trudno było o satysfakcję, ponieważ poziom był średni. Po przylocie do Stanów było między nami trochę zgrzytów, ale byłyśmy szczere wobec siebie. Było trochę nerwów i emocji, ale po kilku treningach nagle znalazłyśmy wspólny rytm i zaczęłyśmy się rozumieć" - wyjaśnia Michałkiewicz.

Patrząc tylko na wyniki, pierwszy start był średni (trzecie miejsce w przedbiegu), ale zawodniczki już czuły, że wszystko zmierza w dobrym kierunku. "Ten pierwszy start pokazał, że wreszcie czujemy się w łodzi. To był bardzo dobry poziom, a na pewno przewyższający nasze oczekiwania, bo pamiętałyśmy, co było w Wałczu" - mówi zawodniczka urodzona w Bornym Sulinowie.

W każdym kolejnym biegu Polki zaskakiwały wszystkich, aż w końcu przyszedł wyścig o medale. "Z finału pamiętam kilka ujęć. Miałyśmy skrajny tor. Wszyscy ruszyli ławą, tylko Holenderki wyskoczyły na pierwszym miejscu" - wspomina Michałkiewicz.

Holenderki narzuciły mocne tempo, którego nie wytrzymały i ostatecznie zajęły piąte miejsce. Najmocniejsze na finiszu były Australijki, tuż za nimi przypłynęły Polki, które minimalnie wyprzedziły Rosjanki. "Szczerze mówiąc, po przepłynięciu mety, nie miałam pojęcia, które jesteśmy. Jedyne na czym się koncentrowałam na ostatnich metrach, to żeby wiosłować jak najlepiej, zostawić w łodzi całe serce, zdrowie i wszystko, co miałam" - mówi Michałkiewicz.

"To był genialny wynik, a dla mnie dodatkowa satysfakcja, bo jak się wsiada do łódki z rezerwy, w ostatniej chwili i zdobywa medal, to daje olbrzymiego kopa" - kończy zawodniczka AZS AWF Gorzów Wielkopolski.

SARASOTA W4xfot. J. Kowacic

Faworytki do medalu

Z naszą drugą czwórką kobiecą historia była zupełnie inna, ponieważ od początku sezonu spisywała się świetnie. Jednak żeby zacząć historię tej osady, trzeba wspomnieć o roszadach jakie w niej nastąpiły. Po udanych igrzyskach olimpijskich w Londynie, na których czwórka podwójna kobiet zdobyła brązowy medal, nastąpiły dwie zmiany. Joanna Leszczyńska przesiadła się do dwójki, a Monika Ciaciuch przeszła do czwórki bez sterniczki. Z kolei do łódki z Agnieszką Kobus i Marią Springwald wsiadły dwukrotne młodzieżowe mistrzynie świata - Marta Wieliczko i Katarzyna Zillmann.

"Od razu dobrze nam się pływało, ale nie oszukujmy się, że rok poolimpijski jest zawsze łatwiejszy. Jednak jeśli chodzi o naszą osadę, to później pokazałyśmy, że nasze dobre pływanie nie było przypadkiem" - mówi Agnieszka Kobus-Zawojska. "Ten pierwszy rok był na dotarcie się, nawet z trenerem, bo to zupełnie inna osobowość niż poprzedni szkoleniowiec. Mamy tę satysfakcję, że dobrze wykonałyśmy pracę, nie tylko w łódce, ale też na lądzie" - dodaje.

Przez cały sezon nasze zawodniczki były bezkonkurencyjne w Pucharach Świata, więc z dużymi apetytami poleciały do Sarasoty. "Przed wyjazdem nie ukrywałyśmy, że jedziemy po złoto, zresztą mówiłyśmy o tym w wywiadach. Wynikało to z tego, że wygrałyśmy wszystkie Puchary Świata w tamtym sezonie i byłyśmy przyzwyczajone do wygrywania" - śmieje się Kobus-Zawojska.

Do finału wszystko szło po myśli naszej załogi, jednak w nim Polki musiały uznać wyższość Holenderek. "Było duże napięcie i oczekiwania. W ostatnim wyścigu niemal przez cały dystans prowadziłyśmy, ale w samej końcówce przegrałyśmy i był duży niedosyt, mimo że dla każdej z nas był to pierwszy medal mistrzostw świata w kategorii seniorów. Oczywiście ja z Marią miałyśmy brąz olimpijski, ale na MŚ to było nasze pierwsze podium" - przypomina zawodniczka AZS-AWF Warszawa.

"To był bardzo trudny wyścig i pamiętam, że ledwo ustałam na podium. Była złość, ale po powrocie do Polski uświadomiłam sobie, że taki jest sport i same narzuciłyśmy sobie taką presję, że ten medal początkowo mnie nie cieszył. Ale w końcu dotarło do mnie, że to był najlepszy wynik polskiej czwórki podwójnej kobiet w historii występów na mistrzostwach świata. Przeanalizowałam to i uznałam tamten sezon za naprawdę bardzo udany" - puentuje.

SARASOTA M2xfot. J. Kowacic

Partner doskonały

W 2017 roku trener Aleksander Wojciechowski szukał optymalnych składów do dwójki i czwórki. Tak to wyglądało z perspektywy Mateusza Biskupa: "Jak to zazwyczaj bywa, trochę przypadkiem stworzyliśmy tę osadę. Chcieliśmy, żeby każdy miał możliwość ścigania się po medal. Była też druga dwójka, bodaj Adam Wicenciak i Dominik Czaja. Mirek wyszedł z inicjatywą, żebyśmy my wsiedli w dwójkę, a Adam z Dominikiem weszli w skład czwórki na mistrzostwa Europy. Ja byłem bardzo na tak, bo widziałem w Mirku docelowego partnera do pływania, trenerom też spodobał się ten pomysł i tak wystąpiliśmy na mistrzostwach kontynentu w Czechach".

Ten wybór okazał się dobry, bo w Racicach Biskup i Ziętarski zdobyli srebrny medal. Wiadomo więc było, że w tym składzie dwójka podwójna wystąpi na mistrzostwach świata. Trzeba przyznać, że obaj zawodnicy byli świetnie przygotowani do regat.

"Nowozelandczycy wygrywali wszystko przez cały sezon i dopiero w półfinale przegrali z Francuzami. Wiedzieliśmy, że będą chcieli udowodnić, że to przypadek. Przed finałem dowiedzieliśmy się też o zmianie torów, bo miały być niekorzystne warunki. Nie wiem jakie to miało przełożenie, bo Włosi z pierwszego toru też dobrze popłynęli. Podium na mistrzostwach świata było takie same jak czołówka przez cały sezon, więc nie było mowy o przypadku" - mówi Biskup.

Wioślarze z Nowej Zelandii minimalnie wygrali, a Polacy wyprzedzili Włochów, z którymi przegrali na mistrzostwach Europy. "W końcówce próbowaliśmy jeszcze coś urwać, udało się prześcignąć Włochów, ale do reprezentantów Nowej Zelandii już zabrakło" - kończy zawodnik LOTTO-Bydgostii.

SARASOTA PARAfot. J. Kowacic

Blisko srebra

W kategorii PR2Mix2x zgłoszono sześć osad. W pierwszym wyścigu o rozstawienie Jolatna Majka i Michał Gadowski zajęli trzecie miejsce z dużą stratą do drugich Ukraińców i jeszcze większą do Holendrów, którzy byli poza zasięgiem.

W finale biało-czerwoni nawiązali walkę z Ukraińcami, z którymi jednak przegrali - tym razem tylko o sekundę. Holendrzy znów nie dali szans rywalom i pewnie wywalczyli złoto. Na uwagę zasługuje fakt, że brązowy medal dla naszych parawioślarzy ani przez chwilę nie był zagrożony.

Zobacz także

Zawojscy wystartują w European Rowing Coastal Challenge 2021
26 paz 2021
Od 28 do 31 października we włoskiej Marina di Castagneto odbędzie się European Rowing Coastal Challenge 2021. Drugi raz w tym sezonie w wioślarstwie morskim wystartują Agnieszka Kobus-Zawojska i Maciej Zawojski. Małżeństwo Zawojskich wysta...

Za nami Centralne Kontrolne Regaty Jesienne
24 paz 2021
W weekend (23 i 24 października) na torze regatowym Malta w Poznaniu odbyły się Centralne Kontrolne Regaty Jesienne. Udział w regatach jest jednym z kryteriów kwalifikacyjnych do reprezentacji narodowej we wszystkich kategoriach wiekowych. Z po...

Polskie wioślarki uhonorowane Złotymi Gryfami
23 paz 2021
W czwartek w Europejskim Centrum Solidarności w Gdańsku odbyła się Gala Sportu Akademickiego, podczas której Złotymi Gryfami zostali uhonorowani medaliści olimpijscy z Tokio reprezentujący Akademickie Związki Sportowe. Wśród wyróżnionyc...