Polski Związek
Towarzystw Wioślarskich
Sponsor Generalny
Facebook Twitter Instagram Youtube

Ania Wierzbowska

Chłodne, listopadowe popołudnie w Warszawie. Spotykamy się z reprezentantką Polski Anią Wierzbowską, którą z pewnego wydawałoby się udziału w mistrzostwach świata w Sarasocie, wyeliminował groźny wypadek i ciężka kontuzja. Teraz wraca. Do pełnej sprawności i do wyczynowego sportu.

Aniu, wracasz do zdrowia po wypadku i bardzo ciężkim złamaniu nogi oraz kontuzji barku, które wykluczyły Cię z udziału z MŚ w Sarasocie. Powróćmy jeszcze raz do tego feralnego dnia, opowiedz proszę jak to się stało. 23 sierpnia, podczas zgrupowania Kadry A, wyjechałyście w Wałczu na trening na rowerze…

Miałyśmy zrobić 2-godzinny trening tlenowy, spotkałyśmy się przed treningiem z trenerem, powiedziałyśmy w którą stronę jedziemy, pokazałyśmy trasę, bo to była akurat trasa, której nie znałyśmy. Plan był prosty – jedziemy dwie godziny, co 10 minut się zmieniamy, raz jedna prowadzi, raz druga. Warunki tego dnia były idealne, pusta droga, nowiutki asfalcik, po prostu idealnie.  Ostatnie 10 minut prowadziła Marysia, zobaczyłyśmy przed nami skrzyżowanie i stwierdziłyśmy, że będziemy na nim już zawracać, bo już był na to czas. Ja jechałam Marysi na kole, ona dała sygnał, że skręca, dojechała do lewego pasa, przejechała, ja jechałam zaraz za nią i w sumie jak już przejechałam drugi pas no to usłyszałam tylko jakiś pisk i tyle… Film się urwał i może dobrze dla mnie, bo Marysia musiała to wszystko niestety oglądać z trochę innej perspektywy. Potem, w szpitalu i teraz, już mam jakieś przebłyski i wracają mi pewne wspomnienia i pamiętam jak się przebudzałam jeszcze na jezdni. No i w sumie to tyle. Trafiłam do szpitala... To są bardzo ciężkie wspomnienia dla nas...

Ania Wierzbowska
W szpitalu w Wałczu.
fot.: archiwum prywatne A.Wierzbowskiej

Wiadomo, że było ciężko, ale powiedz trochę o tym czasie w szpitalu w Wałczu. Nie mówię tylko o bólu fizycznym, ale o Twojej głowie - jak sobie z tym wszystkim radziłaś?

Przez pierwsze 3 dni byłam na mocnych lekach i wszystko mi się zlewa. Ludzie przychodzili, wychodzili, obudziłam się – nagle są rodzice, potem ktoś znowu się pojawił. Ja tak naprawdę nie wiedziałam do końca co się wydarzyło, wszystkich się pytałam wokół, nikt mi nie chciał pokazać żadnych zdjęć, nie wiedziałam co się dzieje, nie wiedziałam co jest z nogą, wszystko mnie bolało, cała byłam pokiereszowana, ale byłam jakaś na to wszystko obojętna.

Najgorsze było to, że w dniu wypadku przewiercili mi pietę i podpięli mnie do wyciągu, który ważył 9 kg i to mi tak po prostu zwisało z tej nogi i ja w tej pozycji leżałam. Mieli mnie operować, dwa dni po wypadku, w piątek. Później się okazało, że operacja ma być w poniedziałek. Jednak w niedzielę się okazało, że noga bardzo spuchła i operacja będzie w piątek. I w ten sposób zrobiło się 9 dni w jednej pozycji z tym wyciągiem na nodze... No co mogę powiedzieć jeśli chodzi o odczucia? Było bardzo ciężko. Nagle z super sprawnego człowieka jestem przywiązana do wyciągu, myją mnie obcy ludzie, korzystam z basenika przy innych… Musiałam pogodzić się z myślą, że nie wiem kiedy wrócę do siebie, nie wiem co jest nie tak. Jak już była operacja nogi, to było lepiej, ale później wyszedł temat barku…Jeszcze wtedy nie wiedziałam jak bardzo jest z nim źle.

Ja nie jestem słabym człowiekiem i jakoś się z tym pogodziłam co się wydarzyło, ale to nie było wszystko proste – pierwszego dnia jak mnie Marysia odebrała ze szpitala, po tych dwóch tygodniach, nie byłam w stanie przejść przez krawężnik. Chłopaki z ósemki musieli mnie wnieść po schodach, co było dla mnie może nie upokarzające, ale pojawiają się takie bariery, który trzeba przeskoczyć i jesteś bezradna. Przyszli wszyscy, a ja w ryk, to nie było proste. Ale w sumie bardzo szybko pogodziłam się, że nie pojadę na mistrzostwa świata.

Ania Wierzbowska
W szpitalu w Wałczu, już po operacji.
fot.: archiwum prywatne A.Wierzbowskiej

Jak jest teraz z Twoją nogą oraz barkiem - rozmawiamy 9 listopada - jak się czujesz?

Po nodze okazało się, że bark jest dużo gorszą kontuzją, bo noga o ile się zrośnie, tak tutaj to są mięśnie i to jest bardzo odnawialne. Na dzień dzisiejszy jest naprawdę bardzo dobrze, bo wbrew temu co lekarze mówili i zakładali, to chodzę, jeżdżę samochodem, robię treningi. Wiadomo, że noga puchnie i będzie puchnąć, a zrastać się do roku.

Ale rehabilitacja idzie szybko, w 3 tygodnie zrobiłam to, co niejeden nie zrobi w 3 miesiące. Ja po 4 dniach najpierw siedziałam na ergometrze, potem zaczęłam dopiero chodzić, co jest trochę abstrakcją. 1 grudnia mam mieć RTG i zobaczymy w jakim jestem stanie i co będę mogła robić, a 4 grudnia jadę na zgrupowanie.   

Przybliż nam trochę na czym polega Twoja rehabilitacja? Jakie były, są i będą etapy dojścia do pełnej sprawności?

Wiadomo, że ja jestem trochę Rumcajs i robię więcej niż powinnam i mogę. Zajmowały się mną trzy osoby; jedna stricte barkiem, druga nogą, a trzecia to jest były wioślarz, który zajmował się moim przygotowaniem kondycyjnym, no i on właśnie mnie wsadził od razu na ergometr i wiedział czego potrzebuję i na co możemy sobie pozwolić. Zmontował na przykład specjalnie dla mnie maszynę, na której wiosłowałam jak na długim wiośle. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie widziałam, bo są specjalistyczne maszyny, ale nie takie. Bardzo ciężko ćwiczyłam, byłam na rehabilitacji 7 godzin dziennie plus robiłam swoje treningi. Cała obecna rehabilitacja jest dostosowywana do tego jak szybko idą postępy. Ja każdego dnia zaskakuję i lekarzy i samą siebie.


mat.wideo: archiwum prywatne A.Wierzbowskiej

Ćwiczysz bardzo mocno, progres zaskakuje wszystkich, którzy z Tobą pracują. Widzę w Twoich oczach wielką determinację - o co walczysz?

Ja mówię otwarcie o co walczę. Moim celem jest medal w Tokio i mam nadzieję, że to będzie sukces, który osiągniemy razem z Marysią. Ja sobie nie wyobrażam, że będę wiosłować bez niej, że zostaniemy rozdzielone. Wiem, że tak może być, ale ja ze swojej strony robię wszystko żeby z nią wiosłować i żeby ten sukces za 2,5 roku osiągnąć. I to jest cel główny tak naprawdę.

Co jest Twoim celem na najbliższe miesiące i najbliższy rok?

Ja mam cel, ale nie chcę się nim jeszcze głośno chwalić. Jak ten cel zrealizuję, a myślę, że to będzie w najbliższych miesiącach, no to na pewno o tym powiem.

Ania Wierzbowska
Letni trening w górach.
fot.: archiwum prywatne A.Wierzbowskiej

Rozmawiamy i wszystkiemu przysłuchuje się Twoja siostra, o której bardzo często mówisz i to oczywiste, że jest dla Ciebie wielkim wsparciem. Powiedz, kto jeszcze był z Tobą w ciężkich chwilach po wypadku. Na kogo możesz zawsze liczyć?

Szczerze mówiąc wypadki weryfikują bardzo wiele. Ponieważ mieszkałam w Stanach i jestem bardzo otwartą osobą, to mam wielu znajomych, ale nie spodziewałam się, że świat z taką miłością odpowie na ten mój wypadek, bo natłok wiadomości od ludzi, których nawet nie znam, których nigdy nie poznam, był olbrzymi. Pierwszą osobą, która do mnie zadzwoniła, jedną z pierwszych, był minister Bańka. Ten wypadek pokazał jak wielu mam znajomych i jak wiele osób się o mnie martwi i naprawdę im zależy, bo to nie były takie wiadomości jednorazowe bez pokrycia, w stylu „mam nadzieję, że wrócisz do zdrowia”, tylko ci ludzie cały czas do mnie piszą, dowiadują się i pytają czy jest lepiej i to jest genialne…

Wiadomo, że Marysia była tą osobą, która przy mnie była na co dzień, bardzo mnie wspierała i sama swoja osobą bardzo mnie podnosiła na duchu. Wszyscy wioślarze praktycznie, zdecydowana większość, pojawiła się u mnie w szpitalu, był prezes, byli trenerzy, rodzice, nagle z Krakowa przyjechały koleżanki z gimnazjum, które weszły do pokoju z toną pluszaków. Aż takiej sytuacji się nie spodziewałam, wiedziałam, że te kontakty i znajomi są, ale to co się działo było naprawdę zaskakujące, bardzo mnie to wzruszyło. Nie ukrywam, że nie wiem czym sobie na to zasłużyłam i myślę, że to mnie przywróciło tak szybko do zdrowia. Jak człowiek ma świadomość, że tyle osób się o ciebie martwi i im zależy i oni chcą dla ciebie jak najlepiej, no to chcesz pokazać, że w tym łóżku nie będziesz długo leżał…

Anna i Maria Wierzbowskie
Z siostrą Marysią
fot.: archiwum prywatne A.Wierzbowskiej

Dziękuję i dużo siły w dalszej walce o powrót.

Zobacz profil sióstr Wierzbowskich na Instagramie

Zobacz także

Sztafeta PZTW w akcji charytatywnej Wszyscy Do Wioseł
18 lis 2017
17 listopada na stadionie Legii Warszawa odbyła się druga edycja akcji charytatywnej #WszyscyDoWioseł. W tym roku założeniem imprezy było przepłynięcie na ergometrach długości Wisły (1047 km), a zebrane dzięki wydarzeniu pieniądze zostan...

Wszyscy Do Wioseł z patronatem PZTW
14 lis 2017
W najbliższy piątek, 17 listopada o godzinie 10.00 w Centrum Konferencyjnym (strefa SILVER Centrum Konferencyjnego, brama nr 4) na stadionie Legii Warszawa przy ul. Łazienkowskiej 3 rozpocznie się druga edycja akcji charytatywnej #WszyscyDoWiose?...

Dwójka Monika Ciaciuch - Wiktor Chabel dopłynęła do mety!
06 lis 2017
fot. archiwum prywatne M.W.Chabel W ostatni weekend października Monika Ciaciuch i Wiktor Chabel, utytułowani reprezentanci naszej wioślarskiej reprezentacji, po kilku latach bliższej znajomości postanowili zalegalizować swój związek. Uroczys...

 

Nadchodzące zawody
(kalendarz)

14.10 Warszawskie Akademickie Regaty Wioślarskie
Warsaw River Race
Warszawa
21-22.10 Centralne Kontrolne Regaty Jesienne
Poznań
24-25.11 Otwarte Mistrzostwa Województwa Wielkopolskiego na ergometrze wioślarskim
Kalisz
14.10
Warszawskie Akademickie Regaty Wioślarskie
Warsaw River Race
Warszawa
21-22.10
Centralne Kontrolne Regaty Jesienne
Poznań
24-25.11
Otwarte Mistrzostwa Województwa Wielkopolskiego na ergometrze wioślarskim
Kalisz

Zobacz wszystkie zawody